Krótki przewodnik po Londynie

Londyn to miasto niezwykłe. Jako 13-latka odwiedziłam je pierwszy raz, co prawda jedynie przejazdem, ale pamiętam, że zdążyłam zadzwonić do mamy i powiedzieć, że jest beznadziejnie i nie mam pojęcia co ludzie widzą w tym mieście 🙂

Dzisiaj wiem, że jest to miasto, za którym można bardzo mocno tęsknić, nawet, jeśli spędziło się tam zaledwie 2 dni. Tak, 2 dni 🙂 tyle czasu mieliśmy, aby je spokojnie, bez Syna zwiedzić (matki i ojcowie wiedzą, że 3 dni bez dziecka to i tak jak gwiazdka dla dorosłych).

Zacznijmy od tego, że bilety kupiliśmy już w sierpniu, na 19-20 listopada w linii WizzAir po ok 50zł za osobę. Pokój wynajęliśmy, jak zawsze, za pomocą AirBnb za 109 euro, zdecydowanie nie najtaniej, ale na  Roupell Street zaraz obok Waterloo Station, co było świetną lokalizacją. Z lotniska dotarliśmy do centrum Londynu za 15 funtów za dwie osoby.

Nie jesteśmy istotami, które podczas zwiedzania pędzą na łeb i szyję, aby odfajkować wszystkie atrakcje, zależy nam przede wszystkim, żeby poczuć klimat miejsca. Nie zwiedzamy muzeów, nie wchodzimy do galerii, nie robimy pozowanych zdjęć przed atrakcjami. To co robimy? 😉 Dużo jemy 😀 Jakkolwiek to brzmi faktycznie staramy się przed wyjazdem przygotować listę z TripAdvisor restauracji/kawiarni/pubów, które warto odwiedzić. Spacerujemy, wchodzimy w ślepe uliczki, zatrzymujemy się często żeby pooddychać danym miejscem i chwilą. Kolekcjonujemy wspomnienia. Nie spieszymy się, nawet mając jedynie 2 dni.

Tą naszą małą wycieczkę zaczęliśmy spacerem w stronę Pałacu Buckingham, nie mieliśmy pojęcia, że akurat trafiamy na zmianę warty. Było dużo niezrozumiałego dla nas zamieszania, ponad godzinę czekania, ze względu na zamknięte przejścia dla pieszych 🙂 Następnie ruszyliśmy parkiem St. James w stronę Koszar, tak, by móc swobodnie dotrzeć do Big Bena i mostu Westminster.

Jest też coś, co bardzo lubimy w dużych miastach i choćby nie wiem ile kosztowało, to zawsze się na to skusimy – metro. Mamy już na liście nowojorskie i paryskie i w sumie nie myśleliśmy, że londyńskie nas zaskoczy. Ale jednak 🙂 jest fantastyczne i ogromnie Wam polecam wykupić choćby jednorazowy bilet na nie 🙂

Z metra wysiedliśmy na Oxford St i poszliśmy w stronę Soho. Tam też zjedliśmy obiad i wypiliśmy lokalne piwo w pubie Coach&Horses. Długo spacerowaliśmy jeszcze po Soho bez większego celu, dotarliśmy na Piccadilly skąd wieczorem wzięliśmy metro do naszego pokoju na Waterloo.

Wieczorne zwiedzanie zaczęliśmy od Regent St, szliśmy bocznymi uliczkami aż wróciliśmy na Soho gdzie w Leon zjedliśmy “healthy fast food” 😉 po północy, kilku piwach i z wielkim zachwytem wróciliśmy na Waterloo, choć bardzo kusiła nas wizja dalszego imprezowania (wiadomo, rodzice…). Rankiem wyruszyliśmy zwiedzać inną część miasta.

Byliśmy świadomi, że w 2 dni nie da się zobaczyć nawet 20% tego, co byśmy chcieli, ale znaleźliśmy kompromis i drugim rejonem była okolica Bridget Jones 😀 Tak, uwielbiam te książki i nie mogłam pominąć okolicy Borough Market. Przy okazji zaliczyliśmy London Bridge 🙂

Co mogę Wam polecić? W the Breakfast Club faktycznie jest tak pysznie jak piszą, listopadowy Londyn jest cudowny, zimny, wietrzysty i mokry ale dekoracje świąteczne robią robotę 🙂 nie kupujcie pamiątek poza centrum – przepłacicie nawet do 400%. Pamiętajcie, że weekendowe metro jest zawsze trochę ograniczone, nie wszystkie linie kursują.

To właściwie tyle. Wróciliśmy zadowoleni, zmęczeni, nasiąknięci atmosferą miasta. Chcemy więcej, i już planuję po cichutku co odwiedzimy następnym razem 🙂

error: Content is protected !!